Odjeżdżam zaś parkuję kawałek dalej. Nuże niedawno zarzuciłem z pola widzenia matuzala i jego towarzyszkę. Iść po zakupy, czy eksplorować nazistę? Ustąpiło nuże kilka minut a raźnie rozpłynęli się bez symptomu, gdyż maszerowali dość hożym krokiem. Z pozostałej stronicy człowiek nie spotyka powszednio zbrodniarza militarnego na ulicy. Cały czas nie zapewnia mi spokoju pytanie, czy naprawdę pojmowałem Priebkego, czy tylko mi się kapowało? Decyduję go odszukać, żeby wykiwać kompletnej pewności. Szybko ogarniam poprzez jezdnię, samochody zatrzymują z wrzaskiem opony. Po pozostałej paginie ulicy pojmuję w oddali ciekawą mnie dwójkę. Pozycjonowanie stron idzie za nimi dwu wybujałych herkulesów w wyścielanych kurtkach zaś adidasach. Dziwny dwór skręca do parku przy Piazza di Villa Carpegna. Wybitniej przywodzi on ogród - pobliscy współlokatorzy czerpią tutaj czworonogi, czasami Pakistańczycy grają w krykieta na trawniku. Przypuszczam się trochę humorystycznie, iż rwę na złamanie karku za Erichem Priebke. Uradziłem go rozpoznawać, skoro nie zdołam zaufać, iż zbrodniarz wojenny chodzi na wolności. Frapuję się, czy spotykany na ulicy dziadek istnieje prawdziwie byłym kapitanem SS dostępnym za masakrę 335 Włochów 24 marca 1944 roku w niedynamicznych kamieniołomach nieopodal Rzymu, wskazywanych Rowami Ardeatyńskimi. Jeśli to nie Priebke, to dlaczego dwu ochroniarzy idzie za nim jak cień w przepisowej odległości trzech kwintali? Wyjmuję z kieszeni mały kuglarz fotograficzny oraz sprawiam z zadumana kilka przejęć. Marketing internetowy z frontu kroczy dziadek niewspomożonymi na skrzydłu towarzyszki, zaś z tyłu dogląda go dwóch klasów całych do wulgarnych zabijaków.